2013/2014-9 Ewangelia św. Jana – odpowiedzi na pytania

9. Ewangelia św. Jana – odpowiedzi na pytania

(19 maja 2014) - - (10 MB)

 

Pochwalony Jezus Chrystus … ? W Imię Ojca … ? Ojcze nasz … ? Stolico Mądrości …

Bardzo serdecznie państwa witam, bardzo się cieszę. Dzisiaj powoli zawijamy do portu, nasze tegoroczne konferencje dzisiaj dobiegają końca. Oglądamy się najpierw troszeczkę wstecz. To jest dziewiąta w tym roku, a to dlatego, że w październiku mieliśmy dwie. Gdybyśmy mieli tegoroczną refleksję sprowadzić do wspólnego mianownika, to kilkakrotnie przywoływaliśmy słowa z którymi Grecy zwrócili się do apostoła Filipa, i powiadają: ,,Chcemy zobaczyć Jezusa''. I my też zbieraliśmy się po to, i gromadzimy się również dzisiaj po to, żeby zobaczyć Jezusa. Gdybyśmy żyli w czasach Jezusa zapewne moglibyśmy przyjść tak, jak przychodzili tamci ludzie, jak przychodziły tamte osoby. I chcielibyśmy zobaczyć Jezusa tak, jak On wyglądał fizycznie. Ale ponieważ żyjemy 2000 lat po, w związku z tym ten portret Jezusa to nie jest spotkanie fizyczne z Nim, ani nie jest fotografia taka, jaką mamy dzisiaj, ale jest to portret sporządzony słowem. I tym nośnikiem, tym narzędziem, tą pomocą do spotkania z Jezusem, są cztery Ewangelie. Ewangelie kanoniczne czyli te, które wyznaczają normę, podstawę, fundamenty naszej wiary. I starałem się państwa przeprowadzić w tym roku przez lekturę tych czterech Ewangelii. I państwo wiedzą że przybraliśmy taką metodę, że było wprowadzenie do Ewangelii, osobista indywidualna lektura każdej Ewangelii. I potem próbowaliśmy odpowiedzieć sobie przynajmniej na niektóre, na najważniejsze pytania, które poszczególnych Ewangelii dotyczyły. Tak więc mamy za sobą refleksję nad Ewangelią św. Mateusza, mamy za sobą refleksję nad Ewangelią św. Marka, św. Łukasza. Natomiast ponad miesiąc temu zrobiliśmy wprowadzenie do Ewangelii wg. św. Jana. I dzisiaj mam się odnieść do pytań, które Ewangelii św. Jana dotyczą.

Ale chciałbym również pomóc, jeżeli to tylko możliwe, odnieść się, czy w ogóle pomóc państwu czytać Ewangelię, i szukać odpowiedzi na pytania, które rodzą się w związku z lekturą Ewangelii, odpowiedzi jakby samodzielnie. Tzn. nie samodzielnie w tym znaczeniu, że ona będzie wynikiem wyłącznie namysłu, ale chciałbym pokazać państwu te rozmaite płaszczyzny, perspektywy, jakieś rozmaite punkty widzenia w ustawianiu różnych pytań, które Ewangelii dotyczą. Chciałbym to zrobić dzisiaj na przykładzie Ewangelii św. Jana ilustrując niektórymi pytaniami i odpowiedziami, które tej Ewangelii dotyczą.

Zatem rozmaite pytania, które nam się nasuwają w trakcie czytania Ewangelii albo podczas jej słuchania, są sprawą naturalną, są sprawą normalną. Nie można się martwić, ani nie należy się martwić, że ktoś sięga po Ewangelię albo sięga po książki religijne, i w związku z tym rodzą mu się pytania. Tego nie trzeba się obawiać bo zawsze jest tak, że im bardziej w las, tym więcej drzew. Im bardziej szczegółowo się czemuś przyglądamy i coś poznajemy, tym rodzą się w nas kolejne pytania które są znacznie głębsze niż te, które były na samym początku. Są wśród państwa takie osoby, i to dawało się wyczuć w pytaniach które w związku z tym, że pojawiają się jakieś wątpliwości, albo trudności, albo pytania — to odczuwają pewien niepokój, czy to jest coś właściwego. Otóż wiara ma to do siebie, że potrzebuje nieustannie upewniania się, pewności. To upewnianie się nie przychodzi łatwo. Jednym przychodzi zresztą łatwiej, innym przychodzi trudniej. Ono zawsze będzie budzić, będzie sprawiać kolejne pytania. Ja wielokrotnie państwu powtarzałem, że jeżeli państwo mi stawiają rozmaite pytania dotyczące Ewangelii, a także innych fragmentów, czy motywów, czy wątków Pisma Świętego, to proszę sobie spróbować wyobrazić — a mówię to zupełnie szczerze — ile rozmaitych pytań przychodzi mi na myśl, ciśnie się do serca, ile rozmaitych pytań mam w trakcie czytania, objaśniania, komentowania Pisma Świętego. Ale to nie dlatego, że Pismo Święte jest mroczne albo zagadkowe, albo nie do zrozumienia. Ale dlatego, że Pismo Święte zawsze jest jak ocean, z którego nigdy się nie da wyczerpać wszystkiego. Więc pytania są sprawą naturalną, są sprawą, można by powiedzieć, normalną.

Jak uczyć się odpowiadać na pytania, które dotyczą Pisma Świętego? Otóż chciałbym dać państwu trzy takie podstawowe płaszczyzny, i najpierw je zilustrować na wybranym przykładzie państwa pytań. A później przyjrzymy się jednemu tekstowi z Ewangelii św. Jana, który tak czy inaczej — tak mi się przynajmniej wydaje — dobrze znamy. I pokażę państwu jak w jednym krótkim epizodzie mamy do czynienia z rozmaitymi pytaniami, wątpliwościami, i szukamy wiarygodnych odpowiedzi.

Otóż pierwszy zespół pytań, który dotyczą Pisma Świętego. to są pytania o realia. To znaczy pytania o realia historyczne, geograficzne, topograficzne, społeczne, ekonomiczne, polityczne, o rozmaite uwarunkowania w których powstawało Pismo Święte, w których żyli bohaterowie Starego i Nowego Testamentu, a które nam są obce. Jak wiemy akcja Pisma Świętego dzieje się w Ziemi Świętej, na Bliskim Wschodzie i w innych krajach biblijnych. I to jest dla nas świat mało znany, obcy. A tym bardziej on jest mało znany i obcy, że wydarzenia, o których mowa, miały miejsce dwa tysiące lat temu, i nawet wcześniej.

Ja dam państwu jeden taki przykład który, wydaje się, że pytanie jest banalne — chociaż wcale banalne nie jest, bo dotyczy właśnie problematyki społecznej. Ktoś pyta:

Dlaczego podczas znaku rozmnożenia chleba wspomina Jan tylko o mężczyznach?

Otóż gdy my dzisiaj czytamy to myślę, że zwłaszcza kobiety ale także mężczyźni, odczuwają pewien niedosyt, a nawet pewien niepokój. Bo rzeczywiście Jan mówi: było pięć tysięcy mężczyzn. W innym przypadkach, np. w Dziejach Apostolskich na początku, przy zesłaniu Ducha Świętego było trzy tysiące mężczyzn. Czasami dodaje się: nie licząc kobiet i dzieci. A więc co?

Otóż musimy znać tutaj społeczeństwa semickie starożytne, a Semici dzisiaj to są Żydzi i Arabowie. I państwo dobrze wiedzą, że są to społeczeństwa, w których w życiu publicznym dominują mężczyźni. W życiu domowym, rodzinnym, zdecydowanie dominują kobiety. Ale w tym, co dotyczy życia publicznego, ale także sfery religijnej, to mówi się wyłącznie o mężczyznach. Wiele razy państwu powtarzałem, że judaizm to jest męska sprawa. Proszę popatrzeć: synagogi, pod Ścianą Płaczu, obrzędy religijne żydowskie — one dotyczą przede wszystkim mężczyzn. Dotyczą również kobiet, to prawda, ale inaczej, można by powiedzieć: bardziej intymnie, w sposób niewidoczny.

To samo widać na przykładzie świata arabskiego, i na podstawie islamu. Otóż islam to jest religia mężczyzn, przynajmniej na ten zewnętrzny użytek. Widzimy mężczyzn, którzy się modlą. Modlących kobiet nie widzimy na ulicy. Nie znaczy to, że one się nie modlą, ale ta religia okazywana, manifestowana na zewnątrz, to jest sprawa mężczyzn.

My żyjemy dzisiaj w innym świecie, w innym środowisku, ale i u nas setki lat temu, a w niektórych rejonach Europy jeszcze zupełnie do niedawna, domeną kobiety był przede wszystkim dom. Widać to dzisiaj na Bałkanach: w Rumunii, w Mołdawii. Widać to choćby w wielu rejonach Rosji, widać to nawet w Hiszpanii, Portugalii, a nawet we Włoszech czy na Sycylii. Otóż tam na rynku siedzą mężczyźni. Oni rozmawiają, dyskutują, piją kawę itp. Natomiast sfera spotykania i życia kobiet to jest sfera bardziej domowa.

To jest przykład pytania które wynika z tego, że trzeba nam lepiej poznać tamte realia społeczne, kiedy indziej jakieś realia historyczne czy geograficzne. Dowiadujemy się na przykład, że Pan Jezus udał się do Kafarnaum, czy łodzią przypłynął do Kafarnaum. Oczywiście trzeba mieć pojęcie o Jeziorze Galilejskim. Niestety zdecydowana większość może je mieć na podstawie mapy, albo na podstawie jakichś filmów, czy zdjęć, czy obrazków. Natomiast tylko nieliczni, takich jest coraz więcej, mogli być w Ziemi Świętej. I gdy czytają, że Jezus przypłynął łodzią z Tyberiady do Kafarnaum, też potrafią sobie wyobrazić, i potrafią sobie zlokalizować.

Więc Ewangelia św. Jana zawiera bardzo dużo takich nawiązań. I dlatego lektura Ewangelii wcale nie jest łatwa — i tamtych pozostałych Ewangelii, i tej Ewangelii. Bo ona zakłada pewien wysiłek poznania tych realiów. I są rozmaite pomoce, które nam to przybliżają. Są rozmaite książki, opracowania, albumy, słowniki, encyklopedie. I tak na dobrą sprawę ktoś, kto chciałby więcej dowiedzieć się o świecie Biblii, to nabywa albo pożycza, czy przegląda takie książki jak ,,Świat Biblii'', jak ,,Encyklopedia Biblijna''. I tam może zobaczyć jak wygląda drzewo sykomory, jak wygląda gorczyca. Wiemy, jak wygląda pszenica, ale jak wygląda drzewo oliwne, jak się pozyskuje oliwę itd. To jest jeden zespół trudności. Można by powiedzieć: te są najłatwiejsze do przezwyciężenia dlatego, że wymagają sięgnięcia po odpowiednie opracowania. W tych opracowaniach najlepsi do naszych czasów byli Niemcy. Otóż Niemcy przez całe dziesiątki lat, a właściwie od wieku XVIII - XIX, sporządzali przewodniki, mapy, opisy typu ,,Auf der Spuren Jezu'' — ,,Śladami Jezusa''. I ktoś, kto nigdy nie był w Ziemi Świętej mógł sobie taki album otworzyć i zobaczyć, jak wyglądają miejsca święte i rozmaite realia, które życie Jezusa naświetlają.

Zaraz zobaczymy ten rodzaj trudności i odpowiedzi na nie, gdy sięgniemy do konkretnego tekstu Ewangelii św. Jana.

Drugi zespół trudności jest w pewnym sensie bardziej skomplikowany. Moglibyśmy je nazwać, ten poziom czy ten dział trudności, natury hermeneutycznej. Słowo brzmi dziwnie: nie ,,hermetycznej", tylko ,,hermeneutycznej"'. Otóż hermeneutyka to jest sztuka interpretacji. Nazwa ,,hermeneutyka'' wywodzi się od starożytnego greckiego boga Hermesa, pogańskiego bożka któremu przypisywano zajmowanie się wykładaniem snu, wykładaniem znaczenia słów, interpretacją rozmaitych zachowań. Otóż hermeneutyka to jest nauka, która odpowiada na pytanie — najogólniej mówiąc: Co to znaczy? Co ty chcesz powiedzieć. Co nam chce powiedzieć w tym przypadku tekst. Albo co wynika z tego czy innego wyrażenia. Nie zawsze to jest jasne. Otóż państwo wiedzą, że nawet w kontaktach między nami może się często pojawić takie pytanie: ,,O co ci chodzi? Co ty chcesz powiedzieć, bo cię nie rozumiem?'' Rozumiem słowa, rozumiem zdania, ale nie rozumiem sensu. I wtedy zaczyna się tłumaczyć. Czasami: ,,O co ci chodzi?'' wcale nie potrzebuje słów, bo np. ktoś zaczyna się zachowywać dziwnie. Np. my do niego czy do niej coś mówimy — to się odwraca albo milczy. Nie chce mówić, nie odpowiada. My do kogoś coś mówimy, a ten czy ta się śmieje — chociaż nam wcale nie do śmiechu. Kiedy indziej coś mówimy, a ktoś płacze. I pytamy: ,,Ale o co ci chodzi? Co się stało? Dlaczego?'' Otóż gdy bierzemy do ręki Pismo Święte, to mamy wiele takich tekstów, w których rozumiemy znaczenie poszczególnych słów, ale zadajemy sobie pytanie: ,,O co w tym tekście chodzi? Jaki jest sens tego tekstu?'' To są w gruncie rzeczy najtrudniejsze pytania. Proszę posłuchać jednego takiego pytania z gatunku hermeneutycznego:

Jezus w czasie mowy w synagodze w Kafarnaum odpowiedział: ,,Wiedział bowiem Jezus, którzy nie wierzą, i kto ma Go wydać.'' Czy Jezus wiedział wszystko to, co Bóg? Czy natura Boża i natura człowieka są obok siebie? Czy się splatają? Czy Jezus wiedział tylko tyle, ile Bóg Ojciec przez Ducha Świętego Mu przekazał?

Otóż czytamy w Ewangelii: ,,Wiedział bowiem Jezus, którzy to są, którzy nie wierzą, i kto ma Go wydać.'' Rozumiemy słowa, ale zadajemy sobie pytanie: Co to znaczy? Co to znaczy, że ,,Jezus wiedział''? Otóż gdy szukamy odpowiedzi na takie pytania, to zawsze musimy mieć na względzie kontekst. Tzn. zawsze musimy przeczytać nie tylko to zdanie, albo to wyrażenie czy to słowo, tylko musimy zobaczyć jaka jest oprawa tego zdania czy tego wyrażenia. Trzeba więc jakby wyjąć, wyznaczyć sobie tę jednostkę literacką, o którą chodzi, i próbować zrozumieć to w kontekście. Bo to jest znów tak, jak w rozmowie między nami. Pytamy kogoś: ,,Ale o co ci chodzi?'' A ten drugi odpowiada: ,,Nie wiesz, o co? Przecież trzeba było patrzeć, że np. od pół godziny jestem niezadowolony, albo od 15 minut jestem smutna! To nie wiesz? Przecież mówiliśmy o tym 10 minut temu!'' To są przykłady, jak z życiu codziennym potrzebujemy tej sztuki interpretacji. I spróbujmy to przenieść na fragment Ewangelii. Otóż Jezus zapowiada w synagodze w Kafarnaum ustanowienie Eucharystii. A potem, w rozdziale 6, wiersz 60 i dalej, następują takie słowa:

A spośród Jego uczniów, którzy to usłyszeli, wielu mówiło: Trudna jest ta mowa. Któż jej może słuchać?

My na razie rozumiemy. Jezus zapowiada ustanowienie Eucharystii. Mówi: ,,Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, trwa we Mnie, a Ja w nim''. Zaczyna się taka burza, taka rozmowa: ,,Co On ma na myśli? O co Mu chodzi?'' Jezus odwołuje się do daru manny na pustyni. Mówi: ,,Wasi ojcowie spożywali tę mannę, a poumierali. Chleb, który Ja wam dam, daję wam na życie wieczne.'' I wśród uczniów, którzy to słyszą, powstaje rozdwojenie.

Jezus jednak świadom tego, że uczniowie Jego na to szemrali, rzekł do nich: To was gorszy? A gdy ujrzycie Syna Człowieczego, jak będzie wstępował tam, gdzie był przedtem? Duch daje życie; ciało na nic się nie przyda. Słowa, które Ja wam powiedziałem, są duchem i życiem.

Jezus daje im do zrozumienia że aby pojąć to, o czym mówi, aby pojąć dar Eucharystii, nie można poprzestać na tej rzeczywistości, którą znamy. Nie można mówić o sprawach duchowych językiem doczesności. Jezus zachęca ich, żeby przeszli na inny poziom. Rzeczywiście jeżeli weźmiemy tak docześnie, tak doraźnie ,, Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew'', jeżeli to rozumiemy literalnie i dosłownie, to rozumiemy to w kategoriach kanibalizmu: spożywać czyjeś ciało, i pić czyjąś krew. Tak to rozumiała część ludzi. Jezus mówi: ,,Nie tędy droga! Nie można tego rozumieć w taki sposób przyziemny. Trzeba przenieść się na poziom duchowy.'' I zaraz czytamy:

Lecz pośród was są tacy, którzy nie wierzą. Jezus bowiem od początku wiedział, którzy to są, co nie wierzą, i kto miał Go wydać.

Czy Jezus to wiedział jako prawdziwy Bóg? Czy wystarczy przyjąć, że Jezus to wiedział jako człowiek. Przecież jeżeli Jezus był ze swoimi uczniami to widział, którzy wśród nich są gorliwi, którzy wśród nich dają posłuch jego słowom, którzy wśród nich są otwarci na to, czego On naucza. Ale też widział tych, którzy są powściągliwi, nieufni, którzy pozostają na boku. A może nawet od początku coraz wyraźniejsze stawało się to, kto miał Go wydać. Czy w grę wchodzi tutaj boska świadomość Jezusa, czy ludzka wiedza i świadomość Jezusa? Tak prawdę mówiąc nigdy nie będziemy znali odpowiedzi na to pytanie. Bo wszystko, co dotyczy również naszej świadomości, tego, co sprowadza się do pytania: ,,A skąd to wiesz?"', to nie zawsze jest tylko kwestia wiedzy, doświadczenia, dowodów, świadectwa, argumentów. Bardzo często jest to np. sprawa wrażliwości, wyczucia, intuicji, przeczucia. Nieraz czujemy, że z tym człowiekiem czujemy się dobrze. I ten umarł. A ktoś, kto jest nawet blisko nas, z tym nie potrafimy sobie poradzić. A więc do tego nie mamy zaufania. I im bardziej się staramy pozyskać, tym bardziej budzi naszą nieufność.

Czy więc Jezus wiedział to jako prawdziwy Bóg? Otóż musimy przyjąć do wiadomości, że Syn Boży, który stał się prawdziwym człowiekiem, w jakiś tajemniczy i niepojęty dla nas sposób będąc prawdziwym człowiekiem, oczywiście jako człowiek nie miał tej pełnej, boskiej świadomości. On sam siebie uniżył, jak mówił św. Paweł, sam jakby zszedł w ramy, w obręb tego świata, i stał się jednym z nas. Był niewątpliwie inteligentny, był niewątpliwie dobry, wyróżniał się znajomością Pisma Świętego itd., ale w tym wszystkim pozostawał prawdziwym człowiekiem. Żeby to zrozumieć, musimy przeczytać jeszcze jeden kawałek, bo na tym też nie wolno poprzestać.

Rzekł więc: Oto dlaczego wam powiedziałem: Nikt nie może przyjść do Mnie, jeżeli mu to nie zostało dane przez Ojca.

Jezus daje poznać, że zrozumienie tajemnicy Eucharystii następuje poprzez jej przyjmowanie, poprzez dar od Boga, poprzez łaskę Bożą. Że akceptacja Eucharystii, uznanie Eucharystii nie jest sprawą rozumu, jest sprawą łaski. I uświadamia swoim uczniom, tym, którzy żywią wątpliwości, że tu muszą stanąć na progu wiary. I wreszcie mamy skutek tego:

Odtąd wielu uczniów Jego się wycofało i już z Nim nie chodziło.

Proszę zauważyć: to zdanie jest bardzo, można by powiedzieć, bolesne. Nasączone cierpieniem, i nasączone swoistym rozczarowaniem. To nie Jezus wykluczył tych, którzy żywili wątpliwości. Oni sami doszli do wniosku, że po nauczaniu o Eucharystii powinni od Jezusa odejść. Eucharystia do dnia dzisiejszego pozostaje probierzem wiary chrześcijańskiej. Pozostaje albo chlebem tych, którzy się nią karmią, albo swoistym kamieniem zgorszenia dla tych, którzy jej nie rozumieją, i którzy się od niej odwracają. I ten rozłam dotyczący Eucharystii mamy u bram synagogi w Kafarnaum. Odtąd wielu uczniów się wycofało, i już z Nim nie chodziło. Jezus wcześniej zauważył, że we wspólnocie jego uczniów istnieje rozdwojenie. I gdy dał wyraz temu rozdwojeniu, dał wyraz tej świadomości, okazało się że ci, których to dotyczyło, sami odeszli. I wtedy pojawia się kluczowe pytanie:

Rzekł więc Jezus do Dwunastu: Czyż i wy chcecie odejść?

Mamy tutaj, można by powiedzieć, jeden z najbardziej wzruszających fragmentów Ewangelii. Kiedy liczba uczniów się zmniejszyła i przy Nim zostaną tylko najwierniejsi, wtedy Jezus stawia to dramatyczne pytanie: ,,Czy i wy chcecie odejść?'' I słyszy odpowiedź:

Odpowiedział Mu Szymon Piotr: Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego. A my uwierzyliśmy i poznaliśmy, że Ty jesteś Świętym Boga.

I w ten sposób nauczanie o Eucharystii staje się, jeżeli tak można powiedzieć, sprawdzianem, kryterium wierności Jezusowi, bądź odejścia od Jezusa. Państwo zauważą: wyszliśmy od pytania, które ma charakter hermeneutyczny, jak powiedzieliśmy. A więc szuka odpowiedzi: ,,Co to znaczy?'' I szukając tej odpowiedzi, i znajdując tę odpowiedź odtwarzamy sytuację sprzed 2000 lat, i widzimy, że ta ta sama sytuacja, te same postawy mają miejsce także i w naszych czasach.

 

I wreszcie istnieje trzecia grupa trudności. Ona bardzo często znajduje wyraz w naszej lekturze Ewangelii. Mianowicie powiedzieliśmy: pierwsze trudności dotyczą realiów, drugie mają charakter hermeneutyczny, dotyczą sztuki interpretacji. Natomiast trzecia grupa to są trudności, które mają charakter teologiczny. Teologia, powtórzmy to raz jeszcze, to jest wiara szukająca zrozumienia. Otóż te trudności dotyczą naszej wiary zakorzenionej w Ewangelii. Czytamy Ewangelię i chcemy na podstawie Ewangelii i z pomocą Ewangelii zrozumieć, głębiej pojąć swoją wiarę. I właśnie ten trzeci rodzaj trudności bywa najbardziej dotkliwy. Dlatego, że gdy zaczynamy je czuć, gdy pojawiają się te pytania, to pojawiają się w nas od razu wątpliwość: ,,Czy ja idę dobrą drogą?'' Oczywiście nie chodzi o to, żeby trudności mnożyć. Nie chodzi też o taką swoistą hermeneutykę podejrzliwości, i o wieczną nieufność wobec tego, co dotyczy spraw religijnych. Ale z drugiej strony nie trzeba też się nimi zanadto przejmować.

Wezmę jako przykład tekst który, jak nam się wydaje, znamy bardzo dobrze, mianowicie opowiadanie w Ewangelii św. Jana o weselu w Kanie Galilejskiej. Jest to drugi rozdział Ewangelii św. Jana. I na przykładzie tego tekstu będziemy starali się rozpoznać te trzy rodzaje trudności, i będziemy starali się na nie odpowiedzieć. Czytamy tak:

Trzeciego dnia odbywało się wesele w Kanie Galilejskiej, i była tam Matka Jezusa.

Gdy czytamy to zdanie tak bezrefleksyjnie, to właściwie nie mamy żadnych pytań. Wydaje nam się, że wszystko rozumiemy. Natomiast gdy zaczniemy się zastanawiać, to przychodzą nam do głowy pewne pytania. Najpierw mamy słowa: ,,trzeciego dnia'', mamy wskazówkę chronologiczną. Trzeciego dnia od czego? Trzeciego dnia od decyzji Jezusa o udaniu się do Galilei, i od powołania jednego ze swoich uczniów, który miał na imię Natanael — jego greckim odpowiednikiem jest Bartłomiej. Otóż Bartłomiej został powołany w Kanie Galilejskiej, i na trzeci dzień odbywało się wesele. Wiemy, co to jest wesele. Ale słyszymy nazwę: ,,Kana Galilejska''. Jezus mieszkał wtedy w Nazarecie. Z Nazaretu do Kany Galilejskiej jest mniej więcej 6 km bardzo krętą drogą, bo teren jest taki, jak nasze Bieszczady. Sześć kilometrów dla nas to nie jest to samo, co sześć kilometrów dla starożytnego człowieka. Sześć kilometrów stąd mniej więcej jest Stadion Narodowy za Mostem Poniatowskiego. Gdy więc słyszymy, że mamy się dostać w okolicę Stadionu Narodowego, to od razu pytamy siebie: jaki tam tramwaj jedzie, albo jaki autobus. Bo nie przychodzi nam do głowy, żeby tam pójść. Otóż żeby zrozumieć te 6 km, to być może są wśród państwa osoby, które pochodzą ze wsi. I to doświadczenie zaczyna się nam przydawać. Mianowicie dobrze wiemy, że my w mieście żyjemy tak, że możemy mieszkać w dużym bloku 15 - 20 lat, i nie znamy wszystkich swoich sąsiadów. Nawet nie wiemy kto mieszka na danej klatce, chociaż możemy kojarzyć jego twarz. Nie wiemy kto mieszka 2 czy 5 pięter wyżej. Natomiast na wsi życie wygląda zupełnie inaczej, wyglądało zupełnie inaczej. Ludzie znają się gdzieś w promieniu kilku, nawet czasami kilkunastu kilometrów.

Tak samo było tutaj. Było wesele, i ,,była tam Matka Jezusa'' — kropka! Nie ma mowy o Józefie. Dzieje się to wtedy, kiedy Jezus ma już 30 lat. Zatem wygląda na to, że Józefa już w życiu Maryi, i w życiu Świętej Rodziny nie ma. Wygląda na to, że Józef wcześniej zmarł. Nie ma na ten temat żadnej wiadomości. Ale brak wiadomości, brak informacji, też jest informacją. Maryja występuje tutaj jako sama. Dlaczego mówi się tylko o Maryi? Mówi się o Maryi zapewne dlatego, że podczas tego wesela Maryja przyszła z pomocą tej rodzinie, która to wesele przeżywała.

I znów nasze doświadczenie dzisiaj, zwłaszcza ludzi młodych, jest całkowicie inne. Jeżeli ktoś planuje wesele, to zamawia jakąś salę weselną, zamawia katering, zamawia całą resztę. Ale kto z państwa pamięta wesela, także te w Polsce, sprzed kilkudziesięciu lat, to wyglądały zupełnie inaczej. Ktoś umie robić wędliny, ktoś umie robić bigos. Ktoś umie — przepraszam, to też było — pędzić bimber. Ktoś umie piec ciasto. Ktoś umie piec inny rodzaj ciasta. I podzielone są role, trwają przygotowania do tego wesela. I potem na weselu są rozdane role, i całe to wesele przebiega w dobrej atmosferze.

Proszę zauważyć: ,,była tam Matka Jezusa''. Wygląda na to że Maryja, która była wtedy kobietą około pięćdziesięcioletnią, została zaproszona na to wesele, czy poproszona — dokładnie — o pomoc w organizacji tego wesela. Nie wiemy, co robiła. Ale jesteśmy tutaj na poziomie zwyczajnych realiów. I jeżeli w ten sposób myślimy, w ten sposób to próbujemy zrozumieć, to lepiej zrozumiemy to, co będzie później. Dalej czytamy tak:

Zaproszono na to wesele także Jezusa i Jego uczniów.

Mamy wyraźne rozgraniczenie: Maryja była na weselu — a Jezus został zaproszony. Znów odwołamy się do naszego doświadczenia. Wyobraźmy sobie kobietę, wdowę, która ma dorosłego syna. Ona pomaga przy tym weselu, ale mówi się: ,,No on oczywiście też niech będzie''. Ale Jezus właśnie w tym czasie powołał swoich uczniów. ,,No to niech przyjdą''. Zaproszono na to wesele także Jezusa i Jego uczniów. Nie sposób sobie wyobrazić w starożytnym świecie, w semickim świecie, żeby odmówiono Jezusowi i odmówiono jego uczniom. Możemy próbować znów tak troszeczkę to pokolorować. Gdyby dzisiejsza pielgrzymka, która udaje się do Ziemi Świętej, zatrzymała się w jakiejś arabskiej wiosce na weselu i zechciała zajrzeć do środka, to z całą pewnością te 40 czy 45 osób mogłoby nie tylko wejść, ale spróbować tamtejszych ciastek czy innych smakołyków — bez względu na to że się okaże za chwilę, że wszystko zostało zmiecione, i że weselnicy bardzo uszczuplili swoje zasoby. Otóż coś podobnego dzieje się tu. Zwyczajna ludzka sytuacja będzie punktem wyjścia do czegoś niezwykłego.

A kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa mówi do Niego: Nie mają już wina.

Maryja będąc na tym weselu wiedziała, jaki jest stan, mówiąc naszym językiem, zaopatrzenia. I właściwie przychodzi do Jezusa i mówi: ,,Zobacz co zrobiłeś! Wprawiłeś tych gospodarzy w kłopot. Bo nie tylko Ty, ale tych dwunastu uczniów!'' Rozmawiają ze sobą krótko: ,,Nie mają już wina'', po prostu. Taki jest skutek waszego przybycia. Tu jesteśmy na poziomie realiów. Ale za chwilę przenosimy się na poziom innej trudności, mianowicie na poziom, który nazwaliśmy hermeneutycznym — sztuka interpretacji. Co to znaczy:

Jezus Jej odpowiedział: Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? Czyż jeszcze nie nadeszła godzina moja?

Dookoła tych słów narosły całe tomy interpretacji. Niby wiemy o co chodzi, ale nie bardzo nam to przystaje do całej sytuacji. Otóż Jezus mówi w sposób wieloznaczeniowy. Proszę zauważyć: ja nie powiedziałem ,,wieloznaczny'' — bo to może wprowadzać w błąd, tylko Jezus mówi w sposób ,,wieloznaczeniowy''. Rozmawiając ze swoją Matką obraca się jak gdyby na różnych poziomach. Można by powiedzieć — nie wiem, czy to dobrze zostanie przez państwa zrozumiane — że tak, jakby Syn w rozmowie ze swoją Matką swoiście puszczał oko. Daje do zrozumienia, że coś się zaczyna, co On i Ona zaledwie przeczuwają, ale pewności jakby nie ma.

Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto?

Jezus zwraca się do Maryi przez ,,Niewiasto''? Który syn mówi do swojej matki: ,,Niewiasto''? Pomocą nam będzie to gdy weźmiemy pod uwagę, że Jezus tylko dwa razy w całym swoim życiu zwrócił się do Maryi przez ,,Niewiasto'': raz w Kanie Galilejskiej, drugi raz na krzyżu, tuż przed śmiercią. Na początku, i na końcu! Jak ja to rozumiem? Mówiłem już kiedyś państwu, że Jezus przeżywał z Maryją mnóstwo rozmów, dociekań i domysłów. Oboje zadawali sobie pytanie: co Bóg chce od nich w tej szarej codzienności Nazaretu osiągnąć? Czemu służyło to zwiastowanie, dziewicze poczęcie, narodziny w Betlejem, ucieczka do Egiptu? A teraz dzień w dzień zwyczajne życie pośród sąsiadów, krewnych i znajomych. Maryja była jedyną, która znała tę tajemnicę dziewiczego poczęcia, wprowadziła w nią Józefa. A z całą pewnością w jakimś momencie życia wprowadziła w tę tajemnicę również Jezusa. Są takie delikatne, subtelne sprawy w życiu między rodzicami a dziećmi, kiedy dziecku trzeba coś powiedzieć, co odchodzi od normy, co nie przystaje do ogólnego wzorca. Kiedy to matka albo ojciec, ale zwłaszcza matka, musi niejako się wobec swojego dziecka, syna czy córki jakby uwiarygodnić, wypowiedzieć. Ja dam znów państwu przykład. Przepraszam, że przykład jest z jednej strony banalny — ale z drugiej strony banalny nie jest. To jest tak jak wtedy, kiedy chłopak czy dziewczyna już dojrzewa, już jest nastoletni, zaczynamy go uczyć jakiejś właściwej drogi życia. A on mówi: ,,Mamo, albo tato, a u was jak to było? Dlaczego ja się urodziłem cztery miesiące po ślubie?'' Otóż daję to żeby pokazać sposób — jak by to powiedzieć — może trochę groteskowy i dosadny, może w sposób nieco mylący, istotę tego, co działo się między Maryją i Jezusem. Otóż Maryja któregoś dnia wprowadziła Jezusa w tajemnicę dziewiczego poczęcia. Jezus o tym wiedział. Zgłębiali dalej pisma Starego Testamentu. Zgłębiali Biblię, zastanawiali się kim jest, jaki ma być ten Mesjasz. Jezus zyskuje coraz większą świadomość, że jego przeznaczeniem będzie męka i śmierć. Czyta Psalm 22, czyta Księgę Izajasza, czyta inne fragmenty. I widzi, że początek publicznej działalności to jest zarazem wejście na drogę krzyżową. To prawdziwe wejście dokona się dopiero w Jerozolimie, w Wielkim Tygodniu. Ale z dnia na dzień ono staje się coraz bliższe.

I Jezus zwraca się do Maryi językiem Biblii. Musieli tym językiem oboje rozmawiać — mówiliśmy o tym kiedyś i mam nadzieję, że państwo pamiętają. Każda specjalizacja, każdy zawód, każdy stan ma swój własny język. Język pilotów w samolocie, język kierowców w autobusie, język kierowców, którzy jeżdżą na TIR-ach, język kolejarzy, język sióstr zakonnych, język księży, język inżynierów. Kiedy z kimś rozmawiamy to możemy, nawet go zupełnie nie znając, odczuć kontekst, z którego się wywodzi.

Jezus i jego Matka wielokrotnie sięgali do Biblii. A tam na początku Księgi Rodzaju była ta \fbox{iszsza}, ta kobieta - ta niewiasta, która zetrze głowę węża. Otóż Jezus daje poznać swojej Matce, że rozpoczyna się jej rola jako Nowej Ewy. To Ona jest tą Niewiastą przez duże 'N'. ,, Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto?'' To czas dla Boga.

Czyż nie nadeszła godzina moja?

Otóż w tych pytaniach retorycznych jest jednocześnie wola szukania odpowiedzi, i uzyskania odpowiedzi od Maryi. Te pytania wcale nie są niegrzeczne, to wezwanie ,,Niewiasto'' wcale nie jest niewłaściwe. Ono dowodzi, że Jezus i jego Matka są bardzo mocno zakorzenieni w świecie obietnic mesjańskich Starego Testamentu. Mówią językiem Pisma Świętego. I teraz znów schodzimy na poziom realiów.

Wtedy Matka Jego powiedziała do sług: Uczyńcie wszystko, cokolwiek wam powie.

Dlaczego Maryja mogła to powiedzieć? Bo będąc na weselu, organizując, biorąc udział w tych przygotowaniach, mogła wydawać sługom rozmaite polecenia. Uczyńcie wszystko, cokolwiek wam powie. Otóż z tych słów taki swoisty drogowskaz uczynił kiedyś kardynał Stefan Wyszyński — wkrótce, 28 maja, mamy kolejną rocznicę jego śmierci. On zawsze, a zwłaszcza na Jasnej Górze, przywoływał te słowa, że Maryja zawsze wskazuje na Jezusa.

Stało zaś tam sześć stągwi kamiennych przeznaczonych do żydowskich oczyszczeń, z których każda mogła pomieścić dwie lub trzy miary.

Oczywiście pojawia się natychmiast pytanie o realia. Jak wyglądały te stągwie? Ile to jest dwie lub trzy miary, czyli jak duże były to stągwie? ,,Miara'' po hebrajsku nazywa się \fbox{bat}, i było to ok. 32 litrów. Dwie lub trzy miary to odpowiednio ok. 64 albo 96 litrów. Proszę sobie wyobrazić takie naczynie, do którego się mieści ponad 60 l, i do którego mieści się prawie 100 l — to prawie jak nasze beczki. Sześć stągwi kamiennych, jedne po dwie, inne po trzy miary. Do czego one służyły? W każdym żydowskim domu musiała być woda przed wejściem. Tak jest do dzisiaj. Kto z państwa był na Bliskim Wschodzie, w Izraelu zwłaszcza, to wie, że w każdym hotelu przed wejściem do restauracji jest woda. I o ile my idziemy prosto do stołu i jemy, to tego nie zrobi żaden Żyd. Otóż Żyd do dnia dzisiejszego idzie najpierw i myje ręce. Ma to względy higieniczne, ale usankcjonowane religijnie. W związku z tym w każdym żydowskim domu musi być woda, musi być woda właśnie do tych rytualnych obmyć. Tam było sześć stągwi kamiennych odpowiednio po 60 i po 90 litrów. Weźmy tak średnio: niech będą trzy po 60, i trzy po 90 — to jest ok. 450 litrów. Dużo, ktoś powie. Dlaczego dużo? Bo nam się od razu kojarzy, że to wszystko trzeba było koniecznie wypić. Bo taki mamy zwyczaj, że nie wyjdziemy, dopóki nie zobaczymy dna. Nikt nie powiedział, że to wszystko trzeba było wypić! Powiedziane jest tylko, że ,,sześć stągwi po dwie albo po trzy miary''.

Ojcowie Kościoła czyli starożytni mistrzowie duchowi, którzy komentowali te słowa, komentowali je nie tak, jak nam przychodzi na myśl, tylko mówili tak. Bóg daje nam zawsze więcej, niż Go o to prosimy. Więcej! Bóg daje nam zawsze więcej, niż jesteśmy w stanie przyjąć. I w tej obfitości, wody na razie, widzieli obfitość Bożej łaski i Bożego miłosierdzia. I komentowali: ,,Gdy prosisz Boga o coś, to otwórz się na znacznie więcej''. A więc ta obfitość wody, a za chwilę obfitość wina, była symbolem obfitości dobroci Bożej.

Rzekł do nich Jezus: Napełnijcie stągwie wodą! I napełnili je aż po brzegi. Potem do nich powiedział: Zaczerpnijcie teraz i zanieście staroście weselnemu! Oni zaś zanieśli.

Gdy się głębiej nad tym zastanowimy, to ci słudzy ryzykowali bardzo dużo, najwięcej. Zawsze ci, którzy są na dole, ryzykują najwięcej, i ponoszą koszty rozmaitych fanaberii ludzi wielkich. Słudzy wlali do stągwi wodę, tego byli pewni. I oto otrzymują polecenie od Jezusa, aby tę wodę zanieść staroście weselnemu. Co ich czekało — możemy się łatwo domyśleć. Ale wysłuchali tego, poszli za tym, co powiedziała wcześniej Maryja: ,,Uczyńcie wszystko, cokolwiek wam powie''. Ojcowie Kościoła, znów interpretując to w sposób duchowy, objaśniali to tak. Ludzie prości są zawsze bardziej skorzy do ufnej wiary, niż inni. Ludzie prości zawsze są w stanie bardziej zaufać Panu Bogu i przyjąć wyroki, niż ci, którzy mienią się doskonałymi. Pewnie w tym komentarzu jest bardzo dużo prawdy.

A gdy starosta weselny skosztował wody, która stała się winem — nie wiedział bowiem, skąd ono pochodzi, ale słudzy, którzy czerpali wodę, wiedzieli — przywołał pana młodego i powiedział do niego: Każdy człowiek stawia najpierw dobre wino, a gdy się napiją, wtedy gorsze. Ty zachowałeś dobre wino aż do tej pory.

Taka jest zasada poczęstunku, taka jest zasada gościnna na Bliskim Wschodzie, w krajach śródziemnomorskich, do dzisiaj. Jeżeli zostaną państwo zaproszeni na kolację przez Włocha, przez Greka, albo w Izraelu czy gdziekolwiek, najpierw podaje się znakomite wino. A potem, kiedy już czujność osłabnie, podaje się gorsze. I mamy nawiązanie do tego zwyczaju. I za to zostaje pan młody pochwalony. Ale ten zwyczaj został odwrócony! Bo wino, które było później, było lepsze, niż to na początku.

I tak dochodzimy do trudności o charakterze teologicznym, do pytania o charakterze teologicznym. To pytanie można by ująć tak. W naszej polskiej sytuacji tak, jak znamy rodaków i znamy samych siebie, to byłoby lepiej, gdyby Pan Jezus dokonał cudu w drugą stronę! Dlatego, że problemem jest alkoholizm. I to jest problem! Wobec tego nasuwa się pytanie teologiczne:

Czy to, czego dokonał Jezus, jest wychowawcze? Czy to, czego dokonał Jezus, jest w jakiś sposób do naśladowania? Czy nie byłoby lepiej, gdyby podał jakiś napój zupełnie innego rodzaju, sok czy coś podobnego?

Proszę zauważyć, że trudno jest ten fragment czytać na przykład na spotkaniach Anonimowych Alkoholików. I nasuwa się pytanie teologiczne:

O co w tym znaku chodzi? Dlaczego Pan Jezus dokonał tego cudu?

Zauważmy, że punktem wyjścia tego pytania są nasze doświadczenia, jest nasze rozeznanie. Tego pytania nie postawią Włosi, tego pytania nie postawią Grecy. To pytanie tam nie istnieje. Tam wino jest codziennym napojem, i problem alkoholizmu z tym związany jest absolutnie bardzo rzadki. I państwo wiedzą, że dla nas może być rzeczą bardzo dziwną, gdy jesteśmy na jakiejś kolacji we włoskim domu albo we włoskiej restauracji, i widzimy dla przykładu dzieci 12-, 14-, 16-letnie, które też piją wino — co u nas jest nie do pomyślenia. Nie w dużych ilościach, ale jest. Więc zauważmy: to ostatnie pytanie rodzi się z odmienności naszej mentalności, naszej kultury, naszych doświadczeń, naszych przyzwyczajeń.

Wiadomo, że Europa podzielona jest pod tym względem na trzy kultury. Jest kultura wina, kultura piwa, i kultura wódki. My, jak się wydaje, przynależymy do tej ostatniej — czy chcemy, czy nie chcemy. W związku z tym nasze doświadczenia rzutujemy na doświadczenia innych.

Przejdźmy do poważniejszej sprawy. Otóż cały ten cud, całe to wydarzenie zostało skwitowane tak:

Taki to początek znaków uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej.

A więc przemiana wody w wino jest znakiem! Znakiem czego? Trzeba znów cofnąć się do Starego Testamentu. Otóż w Starym Testamencie życie przyobiecane przez Boga jest przedstawiane w obrazie wspaniale zastawionego stołu, i wspaniale podawanego wina. Życie, które Pan Bóg nam obiecał, jest przedstawione jako wspaniała uczta, zastawiona przez samego Boga. Zwróćmy uwagę, że zapowiedzią tej uczty niebiańskiej jest również Eucharystia, która ma wymiar uczty. I tutaj fakt, że Jezus dokonuje przemiany wody w wino, jest wskazaniem, odniesieniem, zapowiedzią tego, co Pan Bóg nam przygotował. Ale nawet więcej. Mówiliśmy już przy jednej, przy drugiej okazji: pierwszy znak, pierwszy cud, którego Jezus dokonał, to nie jest wskrzeszenie umarłego, przywrócenie zdrowia choremu, to nie jest uleczenie. Pierwszy cud to jest danie ludziom radości. I dawanie ludziom radości często graniczy z cudem po dzień dzisiejszy. Otóż Jezus u początków swojej działalności ukazuje radość z zaufania Panu Bogu, z zawierzenia Panu Bogu. I radość z tego, co Pan Bóg obiecuje tym, którzy z Nim wiążą swoje życie. Ten cud, ten znak jest również znakiem dla Maryi, która oto teraz zobaczyła, że rozpoczęło się coś nowego. I następuje jeszcze jedno słowo:

Objawił swoją chwałę

i Biblia Tysiąclecia tłumaczy tak:

i uwierzyli w Niego Jego uczniowie.

\textbf{Nie} ,,uwierzyli w Niego''!

Objawił swoją chwałę i uwierzyli \textbf{Mu} Jego uczniowie.

Otóż na samym początku publicznej działalności uczniowie zawierzyli Jezusowi. Skoro dokonał takiego znaku, to rozpoczyna się coś naprawdę nowego.

Tak widzą państwo na sam koniec, że przyjrzeliśmy się jednemy tekstowi, i rozmaitym płaszczyznom. Widzieliśmy, że niektóre nasze pytania są banalne — ale nie ma banalnych pytań, mogą być tylko nieudane czy banalne odpowiedzi. A więc nie boimy się stawiania pytań w zetknięciu z Ewangeliami, tylko próbujemy szukać pomocy, żeby na te pytania sensownie odpowiedzieć. Bardzo często jest tak, że ten sens odkrywa się nam, ujawnia w toku czytania Ewangelii. I zachęcam państwa do tego, że jeżeli natrafimy na jakiś tekst konkretny, jakieś zdanie, wyrażenie, słowo, to przypomnijmy sobie co było wcześniej, co jest później. I miejmy wzgląd na całość tej historii zbawienia, na ciągłość Bożego planu zbawienia. Bo to jest na koniec tak, jak w naszym życiu. Wydarza się — i nie możemy zrozumieć dlaczego. A dopiero wtedy, kiedy odniesiemy to do tego, co było, albo do tego, co wydarzyło się później, to to, co się stało i co chcemy zrozumieć, dopiero odkrywa swój sens, dopiero nabiera prawdziwego znaczenia. I zaczynamy widzieć to w nowym świetle.

I to samo z Ewangeliami. Tak więc portret Jezusa, który nam się ukazuje w Ewangelii, jest prawdziwie bogaty, złożony. Być może trudny w rozmaitych szczegółach, ale niezwykle bogaty. I jeżeli w ciągu tego roku udało się ukazać, ile głębi i mądrości niosą w sobie Ewangelie, no to cel naszych konferencji został spełniony.

Bardzo serdecznie państwu dziękuję za ten cały rok, za te 9 konferencji — 8 miesięcy wspólnej refleksji. Bo było to również dla mnie bardzo ciekawe, bo trzeba było wiele rzeczy przemyśleć. Życzę dobrych, spokojnych, radosnych, miłych wakacji.

Podziękowania — Oklaski

Chwała Ojcu … ? Pochwalony Jezus Chrystus …